Pamiętnik
Daj mi swój zapach || środa, 31 sierpnia 2011 || 20:38:23 ==>
komentarze [0]
Nie potrafie chyba już pisać. Kiedyś potrafiłam wylewać swoje słowa na strony bloga uwalniając jakoś zakorzenione i ukryte gdzieś głęboko fantazje. Dziecko, które szukało zrozumienia pisząc o życiu innych. To była moja historia, kreacja w którą moje dłonie wcisnęły życie. Rozluźniając umysł i pisząc o czym tylko zachcę mogłabym tworzyć interesujące wpisy, które w pewien sposób obnarzały by moją duszę. Analizowanie własnych myśli mogłoby dostarczyć sporo interesujących wniosków... Ale to tylko przypuszczenia. Ciągle pędze i nie mam czasu na nic praktycznie. Rzeczy ważne zaczynają mi chyba lekko umykać spod palców. Czas coś zmienić. Postanowione, ale właśnie zaczął się po tej myśli proces odwrotny. Dziwne zamulenie, dające protest aby cokolwiek zrobić ze sobą. To jest chore. Pal więcej Alinko... "Tak trzymaj..." bez kitu.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
cos || wtorek, 20 kwietnia 2010 || 23:18:24 ==>
komentarze [0]
ja cie krece, jak sie przeprowadze to moze cos napisze od nowa, tak dla siebie, bo juz nie wroci czas kiedy mialam grono ludzi lubiacych od czasu do czasu do mnie wpasc :D
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Dziwna aura || czwartek, 29 maja 2008 || 19:53:37 ==>
komentarze [1]
Uśmiech... Czysta myśl... i szczerość... tego wielu ludziom brakowało. Niektórzy próbowali jeszcze utrzymać jakieś tam pozory. Głupawy uśmiech i czasami zbyt nietaktowne słowa godziły w wyczulone uszy tych - którzy wiedzieli co znaczy być kimś innym niż przeciętn człowiek.
-Anna. Anna to tylko człowiek! - Powiedziała trzęsącym się ze zdenerwowania głosem młoda kobieta o wyjątkowo smutnym wyrazie twarzy.
Jej rozmówca wyglądałby na całkiem spokojnego, gdyby nie fakt że brew miał wrogo uniesioną do góry.
-Widzi Pani, Panno Spencer, mnie nie interesuje jej ludzka natura. W szkole dzieją się dziwne rzeczy, a ja nie mam zamiaru dalej tego tolerować. - Oznajmił nie zmieniając wyrazu twarzy.
-Dobrze.-westchnęła zrezygnowana i sięgnęła ręką po teczkę leżącą na stole. Przez ułamek sekundy jeszcze się lekko wachała, lecz w końcu chwyciła papier i bez słów pożegnania opuściła pokój dyrektora.
Teraz jej głównym i najbardziej trwożącym celem było oznajmienie osiemnastoletniej Annie, że musi opóścić internat. Kiedy stanęła przed drzwiami do jej pokoju lekko się wzdrygnęła i zapukała.
Po chwili usłyszała przekręcanie zamkna i ujrzała uśmiechniętą twarz Ann.
-Oo, Agnes, cześć! Co Ty tu robisz kochana? -zagadnęła odrazu odsuwając się w bok i dając tym samym do zrozumienia żeby kobieta weszła do pomieszczenia.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
kawalek || wtorek, 25 marca 2008 || 01:15:10 ==>
komentarze [2]
moze za jakis czas wrzuce pierwszy rozdzial nowego opowiadania ;) zobaczymy jak mi to pojdzie ;) trzymajcie za mnie kciuki ;) a no i merry christmas xD:D
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
KONIEC || środa, 6 lutego 2008 || 20:04:46 ==>
komentarze [11]
No wiec to jest koniec tegoz jakze zakreconego opowiadania...
Jakos chyba juz nie mam pomyslow co do tej calej histori... sama juz nie pamietam co sie dzialo... w koncu to sa ponad 3 lata... Gubie sie w tym :)
mysle ze zaczecie czegos nowego bylo by dobre... bo jakos juz zapominam o pisaniu a zawsze mi to na dobre wychodziłlo...
TYTUŁ: Co było po Tobie
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Ciąg dalszy || środa, 26 grudnia 2007 || 15:12:52 ==>
komentarze [9]
-Dlaczego z Danielem? Po co z nim?!- czarnulka oburzyła się nagle siadając i ze zmarszczonym czołem czekając na jakąkolwiek odpowiedź czy reakcje ze strony Rox.
-O jejku, no po prostu poprosił mnie o pomoc z transmutacji
-Nie mógł kogoś innego o to zapytać?! Ja widziałam jak na ciebie patrzy... On nie jest dla ciebie Rox, nie rób tego...-zaczęła lamentować April.
-Uspokój się! - warknęła zezłoszczona Gryffonka i pokręciła z niezadowoleniem głową. - Przecież ja mu tylko pomoge z transmutacji, nie zamiarzam wychodzić za niego za mąż od razu... Co się z tobą bedzieje April...
-Ja tylko... Oh przepraszam... Bo widzisz ja... Ja...
-No slucham co ty?- ponagliła ją Brązowooka
-Ja Ciebie kocham Roxan... zawsze cię kochałam i będę kochać...-wypalila lekko czerwieniąc się przy tym.
-ja ciebie tez kocham April... i nie martw się o mnie...-odpowiedziała już łagodniejszym głosem.
-kochasz mnie?
-Tak April, bardzo cie kocham...
I w tym momencie stało się coś czego Zabini nigdy w życiu niespodziewałaby się. April przysunęła się do niej i pocałowała ją.
Przez pierwsza chwilę szok nie pozwolił Gryfonce w żaden sposób zareagować, lecz kiedy poczuła lekki ból spowodowany przygryzieniem dolnej wargi przez czarnowłosą ,otrząsnęła się ze zdziwienia.
Odepchnęła od siebie rozczuloną dziewczyne i podniosła się z kanapy nadal nie spuszczając przyjaciółki z oczu.
Nie mogła uwierzyć w to co się stało.
-April, nie... Ja nie kocham Ciebie w ten sposób...-Wyjąkała cofając się o krok.
Cisza która po tych słowach zapadła w pomieszczeniu była nie do zniesienia dla obu z nich. W oczach odrzuconej zalśniły łzy, które po chwili wyznaczyły mokre ścieżki na śnieżnobiałych policzkach, natomiast druga z nich stała nadal w milczeniu i nie wiedziała co ma zrobić.
-Daj nam szansę Roxan... prosze cię... - wyszeptała April patrząc na oniemiałą ze zdziwienia Gryffonkę.
-Nie wybacz mi... odpowiedziała odwracając się i wychodząc z pokoju.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Niewinna || poniedziałek, 24 grudnia 2007 || 21:04:48 ==>
komentarze [1]
-April!!! Gdzie są moje majtki!-wrzesnęła Roxan budząc przy tym połowe dormitorium. Wpół ubrana brązowowłosa biegała po pomieszczeniu szukając swoich ubrań. Dzień wcześniej w tymże pokoju działy się niesamowite rzeczy. A powodem tej pijackiej zabawy była 6 rocznica związku Nicol z Shonem..
-Kochanie... nie wiem naprawde-odpowiedziała wpółprzytomna Gryfonka podnosząc się z posłania.
-Zaraz oszaleje, musze za 5 minut być u McGivera a nie jestem jeszcze wogóle gotowa! - Jęczała naciągając na nogi rajstopy.
-Nie marudź...- warknęła Nicol Wygrzebując się ze zniesmaczoną miną z łóżka. Dzień zapowiadał się nieciekawie. Na zewnatrz padał deszcz, a słońce najprawdopodobniej uznało że ma urlop i nie pokazywało się wogóle.
-No pięknie- Spóźniła się pani 10 minut.-Przywitał Gryffonke pan profesor.
-Bardzo przepraszam, ale wczoraj...
-Tak tak wiem... wczoraj mieliście małą impreze... ale wiesz dobrzę, że to nie powód aby się spóźniać Panno Zabini. Ma Pani to po swoim ojcu nie ma to tamto...- zaśmiał się nagle totalnie zbijając tym z tropu wystraszoną dziewczynę.
-Moj ojciec lubił imprezować?
-To nie czas na takie rozmowy, ale obiecuje, że jak znajde czas to Ci coś o tym opowiem. A z reszta mam nawet gdzieś jakieś zdjęcia...
-Dziękuje...
-I wiesz co? Jesteś jak skórka zdjęta ze swojej mamy. - Zaśmiał się znowu i wziął do ręki książkę. - Koniec tych pogaduszek pora zacząć naukę.
Po Zajęciach Roxan powolnym krokiem wracała do wierzy Gryffindoru, gdy na jej drodze wyrósł Daniel.
-Ty mnie unikasz? - Zapytał robiąc przy tym krok do tyłu.
-Tak Danielu, uciekam od ciebie, chowam sie i wogóle, boje się że mnie zjesz i wyplujesz tylko najmniejsze kostki...- Odpowiedziała lekko zachrypłym głosem i wyminęła chłopaka szybkim krokiem.
-Roxan, proszę zaczekaj.- krzyknął i pobiegł za nią.
-No słucham Ciebie - warknęła patrząc mu prosto w oczy.
-Mam duży problem z transmutowaniem kamieni w koty. Mogłabyś mi w tym pomóc? Proszę...
-Nie wiem czy będe miała czas.
-Sama wyznaczysz termin, kiedychcesz, ja się dostosuje.-nalegał patrząc na nią kocimi oczami.
-eh, no dobra! Za 2h w bibliotece! a teraz czy mogłbyś się odsunąć bo chciałabym przejść?
-Tak, proszę...
Rozeszli się w przeciwne strony. Ślizgon poszedł na zajęcia, a Gryffonka wylądowała w swoim dormitorium.
-Kochanie...- poczuła nagle czyjś ciepły oddech na szyji.
Odwróciła się lekko przestraszona i jej oczom ukazała się uśmiechnięta od ucha do ucha April.
-jejku, ale mnie wystraszyłaś-szepnęła uśmiechając się.
-masz jeszcze jakieś lekcjie?-Zapytała czarnowsłosa kładąc głowę na kolanach przyjaciółki.
-Nie mam w sumie, ale za 1,5h idę do biblioteki bo sie umówiłam z Danielem.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Dalej... || piątek, 9 listopada 2007 || 00:18:14 ==>
komentarze [8]
-Szkoła... i już po wakacjach... znowu szkoła, a było tak fajnie! - Marudziła Nicol kiedy jechały po raz szóstty Hogwarckim Expresem do szkoły w której miały spędzić kolejny rok.
-Tak wiem, nie musisz mi już tego setny raz powtarzać...-warknęła znudzona Rox i oparła głowę o ramię czarnowłosej April, która właśnie w tym roku przeniosła się do Hogwartu.
Nastała długa cisza, której towarzyszył tylko dźwięk jadącego pociągu i kropel deszczu z dużą mocą uderzających w szybe.
Każda z siedzących w przedziale czarownic, miała w tym momencie swój własny świat, swoje własne marzenia. Każda pragnęła czegoś innego...czegoś co było nieznane dla reszty.
Podczas wakacji April i Roxan bardzo się do siebie zbliżyły. Stały się przyjaciółkami, bratnimi duszami które potrafiły zrozumieć siebie bez słów. Nicol troche od nich odstawała, bo większość wolnego czasu spędzała ze swoim ukochanym, ale dziewczynom to nie przeszkadzało za bardzo, przynajmniej April.
Wskazówki na zegarku przesówały się leniwie po tarczy, aż w końcu nastał czas przebrania się w szaty szkolne.
W pomieszczeniu zapanował lekki harmider. Zanim cała trójka znalazła się spowrotem na swoim miejscu - już przebrana, to minęło dobre 20 minut.
-Zaraz przyjedzie Shon... westchnęła z uciecha blondynka i narysowała na zaparowanym oknie serce.
Nie minęło pól minuty jak faktycznie do przedziało wparował zdyszany chłopak.
-Słuchajcie kto się do nas zapisał i zaraz tutaj przyjdzie! Zaczął na wejściu.
-No oświeć nas... -zaśmiała się April patrząc na niego tymi tajemniczymi oczami.
-Danniel Malfoy!-Krzyknął prawie na cały wagon.
-Nie kojaze... -odparła obojętnie Roxan, a Nicol jej zawturowała.
-No jak to nie, nie słyszeliście tej histori o wielkim romansie w naszej szkole? Podobno przez jakiegoś Ślizgona i Gryfonke, która była na dodatek szlama, został pogwałcony szkolny regulamin, totalne złamanie zasad i to na dodatek przez nauczyciela. Uczniowie musieli zamieszkać ze sobą... podobno wiele się między nimi działo, ale któregoś razu strasznie się pokłócili i o mało się nie pozabijali. Polała się krew... I Właśnie chodzi taka teoria, że to któryś z Malfoyów... Wyobrażacie sobie to? Człowiek naszego pokroju ze szlamą... To by było dopiero jeśli by się okazało, że to jest wszystko prawda...
-Dobra, przymknij się już...-sapneła pod nosem April i pogłasakała po głowie przyjaciółkę.
-Drew zaraz z nim tu przyjdzie, tylko skończy mu objaśniać zasady w naszej szkole. Ma rok w plecy, będzie u nas kończył 7 klasę...
-Taaa, strasznie się ciesze... -odpowiedziała zniechęcona Roxan i pokazowo ziewnęła.
Po upływie niedługiej chwili drzwi przedziału po raz kolejny się owtorzyły i do środka weszło dwóch blondynów.
Drew, którego wszyscy obecni dobrze znali i Danniel-Szarooki wysoki, blondyn o prawdziwie atletycznej budowie ciała, który po prostu zaczarował Roxan. Patrzyła na niego przez chwile i szybko spuściła wzrok. Poczuła coś dziwnego, coś BARDZO...dziwnego.
-No ludziska przywitajcie się, to jest Dannniel... zaśmiał się pierwszy z przybyłych i pomachał do pozostałych rękoma.
-April - dziewczyna kiwnęła głową i nagle bardzo zainteresowała się włosami Rox która była nadal oparta policzkiem o jej ramię.
-Nicol, Cześć...- burknęła druga z lekką złością, patrząc przy tym na wniebowziętą twarz Shona.
Trzecia z dziewczyn jakoś nie kwapiła się do zapoznania. Chłopak nachylił się w jej strone i spojrzał jej prosto w oczy.
-jestem Danniel Malfoy... a jak Ty masz na imię panno nieznajoma... -zaczął mówić, a jego głos przeszył jej umysł jak ostra żyletka
Wzdrygnęła się lekko, ale nie oderwała wzroku od oczu tak przecież szalenie przystojnego blondyna.
-Roxana...- Odpowiedziała cichym i jakby zachrypniętym głosem.
-Bardzo mi miło...- zaśmiał się widząc zdziwioną minę Czarnowłosej piękności i usiadł na wolnym miejscu koło Shona i Drewa.
Jego rodzina przeżywała teraz kryzys. Coś typu separacja. Ojciec i matka kłócili się cały czas ze sobą. Nigdy nie byli do końca szczęśliwi. Czasami było tak że był spokój, ale w ich zachowaniu wogólnie nie było widać miłości. Ani trochę. Nie wiedział co to jest. Znał tylko uczucie przepychu i czasami pewnej nikłej czułości, którą obdarowywała go niania. Nie było mu z pozoru nigdy żle, dostawał od ojca prawie wszystko co chciał. Problem w tym, że Matka nie chciała z nim wogóle prawie rozmawiać. Unikała go od zawsze. Czasami myślał, że nie ma matki... że jest sam, ale codzienny widok wiecznie nieszczęśliwych rodziców przy śniadaniu obiedzie czy kolacji, przypominał mu o szarej rzeczywistości, która już doprowadzała go do szału..
A teraz ona... dziwna istota o imieniu Roxan, sprawiła że coś się w nim poruszyło. Coś podskoczyło mu do gardła i sprawiło, że jego jak mu się wydawało martwe serce zaczęło mocniej bić. Coś było nie w porządku...
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
April... || wtorek, 4 września 2007 || 14:02:23 ==>
komentarze [12]
Siostry w szkole radziły sobie bardzo dobrze, pierwsze trzy lata szły łeb w łeb, natomiast na 4 roku nauki w ukochanej szkole ujawniły się ich skryte talenty do poszczególnych przedmiotów.
Nicol była orłem z Mugoloznawstwa i Astronomii, natomiast Roxan wyprzedzała resztę uczniów z Zaklęć i Transmutacji. Starały się, chciały być dumne z siebie samych, oraz chciały aby ich wiecznie niezadowolony ojciec docenił ich starania, lecz to wszystko na darmo. Nawet się nie uśmiechnął widząc wzorowe oceny na koniec każdego roku. Czasami nawet odnosiły wrażenie że smucił się przez to.
Na wakacjach poprzedzających 6 rok nauki, bliźniaczki zostały wysłane do Ciotki Margo, mieszkającej w Australii. Nie sprzeciwiały się zbytnio wyjazdowi i nie wybrzydzały, bo ojciec bardzo rzadko miał takie napady kiedy chciał dla nich dobrze, więc w umówionym dniu zostały teleportowane w określone miejsce, a dokładnie przed dom starej ciotki.
Mieszkała w villi znajdującej się bardzo blisko plaży morskiej, więc miały pewność że podczas chwil nudy będą jednak miały co do roboty.
Pierwszego dnia po przyjeździe, przebrały się w stroje i wyszły na plaże. Rozłożyły koc i wygodnie się na nim ułożyły mając nadzieje na opalenie i tak już lekko brązowych ciał.
30 minut później Roxan zauważyła ze w ich stronę zbliżają się jakieś 2 postacie.
-Nicol, albo słońce za bardzo mi przygrzewa, albo tam idzie Shon i jakaś dziewczyna! -Szepnęła kładąc się bliżej siostry. Ta natomiast słysząc to, poderwała się z miejsca i zaczęła bacznie przyglądać się nadchodzącym. Kiedy w końcu była już pewna, zaczęła biec w ich stronę, szczęśliwa że chłopak spełnił obietnice – zobaczą się podczas wakacji!
Roxan zaś nadal leżała na plecach wystawiając twarz i pierś do słońca, nie chciała zbyt entuzjastycznie reagować na widok chłopaka Nicol, gdyż dopiero dwa tygodnie temu rozstała się z Drew’em, z którym była związana przez 3 lata i który był najlepszym przyjacielem oto tego nadchodzącego bruneta, który swoim nagłym pojawieniem się przyniósł jednak sporo bólu. Zbyt dużo wspomnień.
Kiedy już „musiała” wstać i przywitać się, zauważyła że dziewczyna towarzysząca chłopakowi ma bardzo tajemniczą aurę. Zaciekawiła ją.
-A to jest April -powiedział przedstawiając siostrom piękną wysoką brunetkę o wprost czarnych oczach i takich samych włosach…
Stali chwile w niezręcznej sytuacji poczym Shon wziął w porywie szału Nicol na ręce i pobiegł w stronę plaży.
-Wariat, zaśmiała się nowopoznana i odgarnęła długie czarne pasemko włosów z policzka.
Roxan spojrzała na nią lekko zmieszana i kiwnęła głową.
-Kochają się, prawda? – zagadnęła znowu April patrząc na towarzyszkę przeszywającym wzrokiem.
-Słucham..? Ahh, tak, tak, oczywiście że się kochają – odpowiedziała dziewczyna budząc się z zamyślenia, miała dziwne przeczucie że powinna pójść już do domu. Zbliżało się coś niebezpiecznego dla niej.
-Chyba musze lecieć… - odezwała się nagle brązowo oka Rox i wstała z koca otrzepując stopy z piasku.
-Wiesz co?. Odprowadzę cię, nie będę sama siedziała i patrzyła jak oni się dobrze bawią.
-Dobra…-odpowiedziała podnosząc koc i po chwili wiążąc włosy w kitek.
Szły w otoczeniu muzyki morza. Ten spokój był dla Roxan trochę dziwny ale nie zastanawiała się dlaczego.
Kiedy doszły już do domu April dziwnie się rozgadała, próbując w pewien sposób zatrzymać tym koleżankę.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Siostry || piątek, 11 maja 2007 || 22:01:13 ==>
komentarze [35]
Roxan otworzyła zaspane oczy i spojrzała przed siebie. W pokoju panowała ciemność.
Jej ciało przeszedł dziwny dreszcz. Bała się czegoś. Dziwny, nieokreślony strach zaczynał coraz bardziej wzbierać w jej młodym serduszku.
-Nie..- szepnęła zachrypniętym głosem i wstała.
Coś ją automatycznie pokierowało w kierunku ogromnego tarasu na 2 piętrze. Musiała tylko pokonać dwie spirale schodów i już stała przed drzwiami otwierającymi wejście na wielki balkon.
-Alohomora… -pomyślała i sekundę później zamek odpuścił. Złapała za klamkę, która bez oporu ustąpiła.
Niepewnie zrobiła dwa kroki do przodu i jej oczom ukazała się Nicol. Stała na krawędzi balustrady lekko chwiejąc się.
Wciągnęła ze świstem powietrze i powoli zaczęła zbliżać się do dziewczynki balansującej na cienkim pasie ogrodzenia.
-Podejdź do mnie!- krzyczała w myślach Rox… -No chodź że tu!- nie dawała za wygraną.
Po krótkiej chwili, która dla młodej dziewczyny wydawała się wiecznością, Nicole odwróciła się z gracją w jej stronę i zeskoczyła, nadal z zamkniętymi oczami.
Stała chwilę nieruchomo, następnie zaczęła pewnym krokiem iść ku drzwiom.
Roxan osunęła się na kolana i rękoma zakryła twarz.
-Mało brakowało…” –pomyślała poprawiając ramiączko, które zsunęło się z bladego ramienia.
Tego wieczoru nie mogła już zasnąć. W jej serduszku zakiełkowało ziarenko strachu, bólu który odczułaby po stracie siostry, dotarło do niej coś, czego nie zauważała wcześniej. Świadomość o bliskości między nią a Nicol.
O 5 nad ranem przysnęła. Miała tylko 3 godziny na sen, gdyż o 8 jak zwykle musiały wstać na śniadanie. Nie wyspała się, co było do przewidzenia.
Kiedy bliźniaczki zeszły na dół, Klaud siedział już przy stole w jadalni.
Zaczął się posiłek. Nicole jak zwykle rozgadana i radosna z apetytem jadła grzanki przyrządzone przez służbę, natomiast Rox siedziała jakaś zgaszona.
To miał być taki piękny dzień. Dzisiaj miały po raz pierwszy przestąpić progi Hogwartu, a jedna z nich ledwo siedziała na miejscu.
-Roxan, dziecko, dlaczego masz takie wory pod oczami?- Zagadnął nagle ojciec dziewczynek, nie przerywając nakładania na talerz jajecznicy.
-Nicole miała dzisiaj kolejne wyjście… - mruknęła pod nosem nie podnosząc nawet wzroku znad szklanki która stała przed nią.
-Mówiłem Ci, że masz iść za każdym razem do mnie. Zobacz jak ty wyglądasz. – Żachnął się i pokręcił z niezadowoleniem głową.
-Dobrze Ojcze.- Szepnęła bardziej do siebie niż do niego i ugryzła kanapkę.
Kiedy wracały do swoich pokojów, aby się do końca spakować, Nicol podbiegła do siostry z rozpostartymi ramionami i mocno uściskała.
-Kocham Cię moja Roxi… Powiedziała składając na jej policzku głośnego całusa.
-Dziękuje, jakby nie ty to by mnie już chyba tu nie było.- dodała uśmiechając się lekko.
-Wiesz, że zawsze ci pomogę siostrzyczko. – odpowiedziała dziewczyna i otworzyła drzwi do swojego pokoju.
Z peronu 9 i ¾ żegnała je niania – Starsza kobieta o optymistycznym podejściu do świata, która opiekowała się nimi od momentu narodzin.
-Będzie dobrze dziewczynki. Napiszcie do mnie od razu po przydzieleniu domów. Wasz Tatuś tak powiedział. Chce wiedzieć do jakich domów traficie. – Mówiła uśmiechając się serdecznie, co jednak nie pocieszyło nadal zmarnowaną Roxan i przestraszoną Nicol.
-Dobrze..- zdążyła odpowiedzieć brązowo-oka i usłyszały gwizd pociągu.
-Lećcie, miłego roku szkolnego- krzyknęła za nimi starsza kobieta i powoli zaczęła zawracać ku wyjściu.
Bliźniaczki targając swoje ciężkie torby szukały wolnego przedziału. W końcu udało się im. Na początku długiego korytarza skończyły poszukiwania.
Zza ściany dało się słychać odgłosy rozmów. A one siedziały nadal w ciszy. W dziwnej gęstej jak miód ciszy, którą nie przerwało nawet otwarcie drzwi do ich przedziału.
-Witam Panie… -odezwał się jakiś starszy chłopak i odsunął się wpuszczając przed siebie następnego. Po chwili zamknęli za sobą drzwi.
-Jestem Drew. –przedstawił się blondyn, który wszedł jako drugi. –A to jest Shon, dodał kiwając lekko głową na bruneta siedzącego obok.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Nowe zycie i wielka strata || poniedziałek, 2 kwietnia 2007 || 22:46:11 ==>
komentarze [28]
Stała wpatrzona w lustro. Zamyślona, pogrążona w ponurych marzeniach, nie zauwazyła nawet jak ktoś wszedł do pokoju.
-Alice!! Boże!- Szepnęła kiedy nagle koło jej odbicia lustrzanego pojawiło się kolejne.
Odwróciła się i przytuliła dziewczyne.
Wyglądała dziwnie. Pomyślała od razu Hermiona. Przytyła i nabrała troche doroślejszego wyrazu twarzy.
-Miło Cię znowu zobaczyć.- Uśmiechnęła się brunetka i usiadła na fotelu.
Patrzyła na nią chwile bez słowa, następnie usiadła na kanapie nie spuszczając nadal z niej wzroku.
-Również się cieszę że cię widzę-, odpowiedziała spalatając dłonie na kolanach.
-Nieźle wyglądasz...- zaśmiała się wstając.
-Beznadzieja.. -warknęła lekko poruszając brzegiem sukni. - to ty bedziesz dzisiaj znowu pania zamku...
Alice otwierala juz usta aby odpowiedziec jak do pokoju wbiegl zdyszany Draco.
-Alice! chodz szybko, twoj brat spadl ze schodow, czekaja na ciebie i leca do szpitala!
Chwila ciszy, szybkie analizowanie zdarzen i Alice rzucila sie ku drzwiom.
-A co ze mna? moge jechac z nimi?! - zapytala przerazona hermiona.
-Nie, dyrektor pozwolil tylko rodzinie poleciec, przykro mi... - odpowiedzial krecac glowa chlopak i zamknal drzwi.
gryfonka złapała się obiema rękoma za głowe i pociągnęła nosem.
-Idz juz na bal, za chwilke sie zaczyna.. -oznajmil podchodzac do niej,
-Ty chyba smieszny jestes, ja nigdzie nie ide... -wybelkotala pocierajac rekoma twarz.
-To ja tez sie stad nie ruszam - dodał po chwili Ślizgon i usiadł koło niej.
-Nie! No przestan, idz... nie bedziesz przeciez rezygnowal z takiej uroczystosci... idz, pewnie nie jedna dziewczyna jeszcze do ciebie podejdzie...
-Pojde z toba... jesli oczywiscie sie zgodzisz... szepnal lapiac ja delikatnie za reke...
-Dobrze... odpowiedziala po chwili milczenia i wstala...
***
Lezała z otwartymi oczami. Nigdy wcześniej nie czuła tak silnego bólu. Za chwile miały jej odejść wody.
Zaczeła nieświadomie krzyczeć.
Po chwili poczuła silny uścisk w dłoni. odwróciła sie i ujżała twarz Klauda.
-Kochanie! już lecimy, chwilka, naprawde jeszcze sekundka. krzyczał podenerwowany mężczyzna.
Pobiegł na piętro po przygotowany specjalnie wcześniej świstoklik.
Kiedy już go sniosł telepatycznie skontaktował się z Alice...
"Hermiona rodzi..."
Jej ogromny brzuch błyszczał lepiącym się równiez do jej wlosow potem.
-AAahhhh umieram! darła się w niebogłosy brązowooka i zaciskała pięsci. Odeszły jej wody, zaczął się poród.
Mineły całe 2 minuty zanim znalazła się na stole operacyjnym.
Klaud, Draco, Alice i 3 letni Dan siedzieli w poczekalni. Klaud siedzial lekko podenerwowany, Alice stala oparts o sciane, a Draco chodzil w ta i spowrotem jakby to jego zona miala urodzic dziecko.
-Kochanie no! uspokoj sie! zachnela sie w koncu Alice i zlapala go za reke.
-Oj daj spokoj! moja dobra kolezanka wlasnie rodzi! warknal...
-To jak ja rodzilam to nie miales czasu przyjechac a jak ONA to nie dosc ze jestesmy tu to jeszcze przezywasz to jak mrowka okres...
Nastala nagle cisza. Na korytarz wydostal sie krzyk dwojki noworodkow.
-Blizniaki! szepnal Klaud i wstal z usmiechem na twarzy. Ciesze sie ze juz po wszystkim... westchnal i otarl o siebie zimne jak lod rece.
Tak bardzo bal sie ze cos nie wyjdzie. To mial byc bardzo trudny porod... tak mowili, a jednak jest wszystko dobrze...
minely kolejne 3 godziny... 4... 5... jego przekonanie nagle zaczelo dziwnie malec, gdyz lekrz nie wychodzil i nie wychodzil.... czekali jeszcze chwile, w koncu Pan Zabini zebral sie i wszedl na sale w ktorej operowano jego ukochana.
To, co zobaczyl o malo nie przyprawilo go o zawal serca.
Na stole lezalo jakies cialo, zakryte czarna folia. Zadrzal i zaczal z trudnoscia polykac powietrze.
-Panie Zabini, bardzo mi przykro, oddala zycie za dwojke pieknych dzieci... dwie sliczne dziewczynki... wspolczuje lecz i gratuluje... oznajmil uzdrowiciel... odwrocil sie i juz mial odejsc jak nagle zmienil zdanie.
-A, za godzine niech pan przyjdzie wypelnic wszystkie potrzebne papiery...
odszedl zostawiajac mezczyzne z tym wielkim szokiem i przerazeniem.
Usiadl na podlodze nie mogac zebrac mysli. To za duzo... pomyslal i ostatnie co zobaczyl to dwoje uzdrowicieli idacych szybkim krokiem wjego strone.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
i never meant to be so cold... || piątek, 23 lutego 2007 || 16:02:54 ==>
komentarze [50]
Sekunda za sekundą… Czas mijał nieubłaganie szybko….
Trzęsła się na myśl że będzie musiała opuścić tą kochaną szkołę. Miejsce gdzie przeżyła tyle wspaniałych chwil, ale również i trochę własnych życiowych tragedii. Kochała ten stary zamek. Był dla niej żywym stworzeniem. Myślał, oddychał i zawsze ją wysłuchał kiedy potrzebowała kogoś, aby się wyżalić i opowiedzieć jak bardzo świat jest niesprawiedliwy.
To tak szybko minęło. Tak bardzo szybko. Myślała ocierając mokre od łez oczy.
Za niecałą godzinę miała pójść na ostatnią zabawę w tej szkole. Na Bal Pożegnalny.
Wstała z łóżka i podeszła do okna. Padał deszcz. Krople zimnej cieczy uderzały z udawaną niechęcią w mury jej „domu”. Zadrżała i po chwili odwróciła wzrok. Błonia… pięknie wyglądały, a ona miała się z nimi rozstać. Nie mogła dłużej o tym wszystkim myśleć. Złapała za szczotkę i z determinacją zaczęła rozczesywać swoje długie brązowe loki. Stwierdziła, że już czas przygotować się na przyjęcie.
Włosy upięła bezładnie spinką z tyłu głowy, oczy przeleciała delikatnie jasnym cieniem i czarnym tuszem, a usta bezbarwnym błyszczykiem. Wyglądała ślicznie. Urocza, słodka, niewinna i za razem pociągająca. Dopiero 5 min przed przyjściem Kaluda ubrała suknie.
Źle się czuła ze świadomością że musi zaraz wyjść do tylu ludzi. A jak się rozpłacze? Co wtedy będzie
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
notka :) || poniedziałek, 25 grudnia 2006 || 21:01:10 ==>
komentarze [120]
Nie zastanawiała się nad konsekwencjami dotyczącymi jej własnych uczuć, była jednego pewna. Kocha tego bezczelnego Draco Malfoya. To wybuchło w niej. Rozsadzało ją od środka i nie dawało spokojnie oddychać.
Przez czas kiedy oboje byli w Durmstrangu, trwał zażarty romans między nimi. Za każdym razem kiedy nadarzała się okazja kochali się ze sobą gorąco i czasami rozmawiali. Między nimi zaistniała jakiegoś rodzaju więź, którą nie rozwiał nawet fakt, że Hermina była dziewczyną, albo można nawet powiedzieć, narzeczoną Klauda
Ten czas który spędzili razem, był czasem skradzionym przykremu losowi, który ich czekał po powrocie do Hogwartu, gdzie stali się nienawidzącymi wzajemnie uczniami.
***
Siedziała skulona w ogromnym fotelu należącym tymczasowo do Klauda i patrzyła obojętnym wzrokiem przed siebie.
Ten dzień, był ostatnim w ich karierze uczniowskiej. Dzisiaj dostaną dyplomy ukończenia Magicznej Szkoły Hogwart. Dzisiaj, odbędzie się bal pożegnalny dla przyszłych absolwentów.
Na imprezę zaczynającą się o 20 miała iść z Klaudem, który specjalnie przyjechał aby jej towarzyszyć, chociaż nie nalegała na to zbytnio.
Kupiła sobie białą długą suknię z gołymi plecami i wyciętym sporym dekoltem na tą wyjątkową okazje, którą miała zapamiętać do końca życia.
Była godzina 18, kiedy Blade wpadł z Mafoyem do pokoju śmiejąc się głośno.
-O, kochanie, szukałem Ciebie, a ty tu tak sama siedzisz. Powiedział kucając u jej stup i przyglądając się jej z uśmiechem na twarzy.
-Odpoczywam. Przed nami wielki wieczór.-odpowiedziała poprawiając kitka i rozprostowując nogi.
-Inne panienki już się od dawna szykują, a ty co? Masz zamiar być gorsza? - zadrwił Draco
-Oh to nie twój interes, warknęła odpychając lekko Zabini’ego i wstając. Miała ochotę podejść do Ślizgona i przytulić, ale nie umiała przełamać bariery. Wiedziała że to zepsułoby wszystko co budowała przez tak długi czas.
Klaud uśmiechnął się i spojrzał na zegarek.
-Zaczekaj tu chwile Draco, wezmę parę rzeczy z łazienki i idziemy do ciebie po szatę.
Po chwili oddalił się w kierunku toalety. Hermina zaś nie czekając na zaproszenie podeszła do Malfoya i złożyła na jego ustach gorący pocałunek. Ten zaś przyciągnął ją do siebie i przytulił.
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
to juz jest koniec :D || czwartek, 23 listopada 2006 || 21:25:38 ==>
komentarze [25]
Hej!
Kochani moi... powiem tylko tyle... ze juz od jakichś trzech tygodni jest wszystko ze mna dobrze... Jestem z tym chłopakiem o którego walczyłam, inaczej mówiąc jestem szczęśliwa...
Ale właśnie, nie mam wogóle chęci do pisania i tu was zasmuce... chyba to koniec tego bloga... wyrosłam z tych opowiastek... przecież to już tak długo... 25 miesięcy... zestarzałam się juz troche... Nie jestem pewna, może mnie coś najdzie jeszcze, ale nie obiecuje niczego... Przykro mi kochani ;*
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
ble ble ble :D || czwartek, 26 października 2006 || 21:34:17 ==>
komentarze [39]
kochani... przykro mi ze narazie nie stac mnie na napisanie nic interesujacego... mam zagmatwane zycie prywatne... walcze teraz o uczucia... i jesli sie cos w koncu wyjasni to obiecuje dluga notke.. bo wiem ze po tym bede miala duza wene... tak, emocje mi pomoga zawsze :)
a no i przypominam ze jak chcecie juz do mnie na gg pisac to prosze was bez zadnych bzdur, bo jak bedziecie nadal pisac "kiedy nowa notka" i takie pierdoly to albo zmienie numer, albo poprostu go usune... sami zdecydujcie...
Kocham was ;*
autorka
Nie chcę cię dotknąć
Boję się
Boję się twego bólu
Chcę ci zostawić twą samotność
A swą obecność zmienić w czułość
Jesteśmy inni
Każde z nas
Ma swoje tajemnice ciemne
Kolczasty
Dziki
Suchy chwast
Nadzieje nadaremne
Spotkali się
Któryś tam raz
Śpiąca królewna ze ślepym królem
Chcę dać ci to
Co mogę dać
Czule
Czulej
Najczulej
Szablon
zrobiła
Yzoja. zdjęcie zrobiła
l00py. więcej w
mieście kreowania snów.